| Żory | XIV Festyn Miarkowy – siła sentymentu

Choć liceum skończyłam już parę lat temu, gdy tylko mam okazję powrócić na Festyn Miarkowy – robię to bez wahania. I zawsze mam pewność, że nie będę jedyną absolwentką, która zechce powrócić w mury dawnej szkoły.

W tym roku nie było inaczej – Festyn tradycyjnie zakończył się uroczyście wypitym piwem w jednej z żorskich knajp, a poprzedzony był dziesiątkami rozmów z dawnymi nauczycielami, dawno nie widzianymi znajomymi i wspomnieniami z czasów licealnych. Chodzi sobie taki człowiek po świecie lat dwadzieścia parę, a już na takie sentymenty mu się zbiera, no!

Rozczulam się zawsze, przekraczając mury dawnej szkoły. O, tutaj kiedyś przeprowadzało się ciekawą rozmowę. A tam po raz czwarty oglądało jeden i ten sam film, bo nauczycielka (z przedmiotów w stylu: „w sumie mega potrzebny, ale bezsensownie prowadzony”) za każdym razem dała sobie wmówić, że go nie oglądaliśmy. O, a tutaj robiliśmy to, tam tamto, a stamtąd to w ogóle szaleństwo.

Po moim powrocie z Finlandii chyba mocniej doceniam polskie szkoły, wiecie? I ten Festyn jest kwintesencją. Za każdym razem tworzone są tematyczne kawiarenki – w tym roku jedna w klimacie pin-up (pyszne naleśniki, cudowny koktajl!), świątecznym (po lekturze gazetki Kauflandu, w sumie nie jest to aż tak szalone jak czekoladowe Mikołaje we wrześniu) i morskim (genialny rekin zwisający ze ściany). I po trzech tygodniach od rozpoczęcia, pierwszaki rzucane są na głęboką wodę – bo coś muszą zrobić. I są występy artystyczne, a Miarka ma talentów co nie miara (muzycznych!, tanecznych!, aktorskich!). I grill! Grill jest ważny, kultowy tak samo jak sam Festyn :)

…jednego mi tylko brakowało. Ze względu na zmiany w prawie (jeśli ktoś organizuje loterię, trzeba ją zarejestrować na parę miesięcy przed – co stanowi problem przy Festynie, skoro uczniowie przynoszą fanty dopiero na początku września, a nie w czerwcu), nie załapałam się na losa. I roweru się wygrać już nie dało! Kolejna kultowa rzecz – każdy tak naprawdę przychodzi na wydarzenie nie po to, by spotkać znajomych, porozmawiać, zjeść dobre ciasto, sałatki czy kiełbachę. Każdy widzi siebie na siedzisku wymarzonego, miarkowego roweru! I nawet jeśli się nie pojawił już jako nagroda główna od jakiegoś czasu, to mentalności ludzkiej, choćbyś chciał – nie zmienisz. A ludzie i tak przyjdą – bo sentyment, bo atmosfera, bo pyszne żarełko. Bo Miarka! :)

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

WP-SpamFree by Pole Position Marketing