| Żory | 28. Festiwal Sari – Muzyka Świata

Do teraz jestem pod wrażeniem tego, co działo się w niedzielę. Trzymanie namiotu, bo wiatr chce go zerwać – okej, woda po kostki – spoko, pioruny – dają radę. Ale to, co wydarzyło się dalej – ekspresowe przenosiny, wspaniała publiczność, niesamowity koncert. Energia! Moc! Entuzjazm! Coś wspaniałego.

Zaczęło się standardowo – choć bynajmniej nie nudno. Haverla wprowadziła nas w łemkowski świat śpiewu i tańca, a to barwnie wywijając na scenie, a to kusząc publiczność swoim głosem. Na pewno zaliczam to do niezwykle pozytywnego koncertu, sam zresztą ich wizerunek sceniczny napawa optymizmem; kolorowe stroje, wcale nie z jednej nuty kolorystycznej, widoczne bawienie się z muzyka (żeby nie powiedzieć nawet: flirtowanie!) i zauważalny kunszt. Ludzie też ich pokochali, dało się zauważyć.

To, co się jednak działo później, ociera się o miano historii z cyklu: „Do opowiadania przez lata”. Haverla końcy występ i nagle – łup! Jak nie grzmotnie! Jak nie lunie! Ludzie uciekają, chowają się pod filarami, parasolki zrywa, buty mokną! Panika! Grzmot! Rzeka na rynku! Namiot nam porwać chciało, w parę osób dzielnie go trzymaliśmy. Na krzesła – wejść, nie zmoczyć się! Na krzesła – nie wejść?, już i tak nie ma sensu, skarpetki mokre, buty przemoczone. Scena – pobojowisko. Liczenie strat – czy zalane, nie zalane? I tak pada, ludzie uciekli. Nie ma ludzi. Jest deszcz. Kontynuować koncert? Ale bez ludzi? Ludzie przyjdą? Ale gdzie? W Kinie kończy się seans. Ale kiedy, jak, gdzie? A sprzęt? Jak przeniesiemy? To ciężkie, dużo. Przeniesiemy! Nosimy. Jeden, drugi, trzeci. Dziesięć minut. Dwadzieścia. Czterdzieści. Jest! Opóźnienie jest. Ludzie – są. Muzyka – obecna!

Mimo deszczu i niesprzyjającej pogodowej aury, Organizatorom (chwała Wam!) udało się przenieść sprzęt ze sceny plenerowej do Kina na Starówce. W trybie absolutnie ekspresowym! A koncert Carrantuohill, a później Eweliny Flinty – niezapomniany. Sala wypełniona po brzegi, dziesiątki, setki ludzi; dobra muzyka, przytulne (suche!) wnętrze, przyjazna atmosfera, pogawędki między zespołem, konferansjerem a publicznością. Cudowne!

Przez chwilę myślałam, że to będzie pierwsze Sari, na którym nie zagra Carrantuohill – co ocierałoby się o absurd. Ale zrozumiałam, że nie tak łatwo ściągnąć irlandzkie nuty z żorskiej sceny; a w sytuacjach kryzysowych pokazują taki pazur, że stają się legendarnymi.

Absolutnie, pioronująco, legen… waitforit… DARY :)

Zobacz także:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

WP-SpamFree by Pole Position Marketing