| Ustroń – Czantoria | Wyrwana ze snu, przepędzona w góry

Telefon. Środek nocy, czyli jakoś dziesiąta rano. Dzień przed Sylwestrem. Przecieram oczy, po omacku staram się znaleźć źródło dźwięku. Biorę go do ręki, raz po raz próbując celnąć w zieloną słuchawkę. Udało się.

– Haalo?

– Cześć, cześć. Jedziesz do Ustronia, w góry? Za godzinę bym po ciebie podjechał. – Głos znajomego coś tam mruczy do słuchawki; odmruczam coś twierdzącego. – No, to fajnie. Do zobaczenia!

Zwlekam się z łóżka, z podziwem dla siebie samej, że tyle siły zdołałam wykrzesać. Ubieram się w jakąś kieckę, biorę torebkę, sznuruję buty; w międzyczasie udaje mi się wypić kubek świeżo parzonej kawy i zjeść śniadanie. Podjechał. Jedziemy coś prawie godzinę, pod Czantorię. 

– Tee… a to nie mieliśmy do Ustronia jechać? – pytam, patrząc na dumny znak „Czantoria”.

– No przecież jesteśmy – odpowiada. – Mówiłem ci przed telefon: „do Ustronia, w góry„.

– Ach… o to ci chodziło… Myślałam, że chcesz mi powiedzieć, że do tego Ustronia w górach – tłumaczę się. Choć nie mam bladego pojęcia, czy istnieje jakiś Ustroń poza górami. Moja wizja chodzenia po rynku, zrobienia kilka leniwych fotografii budynków i wypicia kolejnej kawy w jakiejś uroczej kawiarence pękła jak bańka mydlana.

No nic, wychodzimy z auta. Spoglądam na swoje zupełnie nie-górskie buty, na swoją brązową kieckę i żółte rajstopy, na swój bynajmniej nie sportowy płaszczyk. Wzruszam ramionami, patrzę na górę. Wchodzimy.

Samo wejście trudnym nie było (biorąc pod uwagę moją kondycję wypracowaną w Finlandii i rozpoczętą sezonem „górskim” przed wyjazdem), uwinęliśmy się nawet nie w godzinę. Nawiązując przy okazji parę nowych znajomości, u osób, które dzielnie wspierały nas we wspinaczkę, swój tyłek grzejąc na krzesełku wjazdowym.

Rozmowy przy czekoladzie z bitą śmietaną, nad bezchmurnym, niebieskim niebem. I w śniegu! (Yeah!). 

Tylko że już zejść o własnych nogach – nie zeszliśmy, mimo mojego małego sprzeciwu. Jak zareagowała moja Rodzicielka, gdy się o tym dowiedziała? „Eech, ale z was durnoty. Różnica między biletem z jedną a biletem w dwie strony to jakieś 2zł” (odnośnie cen i informacji praktycznych: patrz na dół artykułu).

…no. Ale weszłam na Czantorię. Powiem więcej – zdobyłam górę zimą! We śniegu! (Nagiąć fakty przecież można, prawda? :)).

 

DSC_9175

[Ustroń, 30.12.2013] Wjazd na polanę Stokłosicę

DSC_9194

[Ustroń, 30.12.2013] Wjazd na polanę Stokłosicę

DSC_9205

[Ustroń, 30.12.2013] Śnieg, hell yeah.

DSC_9220

[Ustroń, 30.12.2013] Widok z polany Stokłosica

DSC_9250

[Ustroń, 30.12.2013] …a tutaj nieco więcej śniegu

DSC_9258

[Ustroń, 30.12.2013] Projekt „Kawa” – Wielka Czantoria

DSC_9266

[Ustroń, 30.12.2013] Wjazd na polanę Stokłosicę

DSC_9271

[Ustroń, 30.12.2013] Tor saneczkowy

DSC_9294

[Ustroń, 30.12.2013] Wjazd na polanę Stokłosicę

DSC_9302

[Ustroń, 30.12.2013] Jak to się mówiło podczas zjazdu: „O, na tym zakręcie się zatrzymaliśmy!”

DSC_9329

[Ustroń, 30.12.2013] „Disco Wesela Noclegi” – jak widać, pełen serwis. Tuż pod Czantorią :)

 

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE

  • Wielka Czantoria ma 995 m n.p.m., jest również szczytem granicznym między Polską a Czechami (i równocześnie najwyższym szczytem czeskiej części Beskidu Śląskiego);
  • na szczyt można wjechać wyciagiem (bilety w jedną stronę: 12/14zł, bilety w dwie strony: 16/18zł);
  • na polanie Stokłosica (tam, dokąd dojeżdża wyciąg) znajduje się letni tor saneczkowy; długość zjazdu wynosi 710m, ma 9 zakrętów, a różnica poziomów wynosi 50m; jeden zjazd kosztuje 6zł, dwa zjazdy: 10zł, natomiast dziesięć zjazdów 45zł;
  • zarówno na czeskim szczycie, jak i na polanie Stokłosica jest punkt gastronomiczny i punkt z pamiątkami (tam samo u podnóży góry);
  • po czeskiej stronie Wielkiej Czantorii znajduje się schronisko;
  • wieża widokowa po stronie czeskiej ma 118 schodów; koszt wejścia na wieżę 4,30zł/6zł;
  • http://czantoria.net/ – strona internetowa, na której znajdziemy dodatkowe szczegóły;

Zobacz także:

166 odpowiedzi

  1. ChómanistkaDalejMuwi pisze:

    No i warto wspominać, że to jeden z początkowych (lub końcowych, jak kto woli) szczytów w Głównym Szlaku Beskidzkim… poza tym, można tam zacząć dość ciekawą wycieczkę przez Soszów na Stożek (na Stożku ciekawe schronisko wiejące klimatem dawnych lat… zresztą, jak i większość schronisk w Beskidach ^^).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

WP-SpamFree by Pole Position Marketing