| Espoo | Fiński zespół metalowy dla dzieci? Czemu nie!

Nie od dziś wiadomo, że (nie)formalną stolicą mocnego brzmienia jest Skandynawia. I nie od dziś wiadomo, że edukować trzeba od najmłodszego. Co wychodzi z połączenia tych dwóch życiowych prawd? Finowie wymyślili - fiński metal dla dzieci. Byłam, widziałam – miażdży!

Pierwszy raz o zespole dowiedziałam się na zajęciach, jakoś na początek roku akademickiego. Martin tworzył prezentację o fińskiej muzyce, i puścił nam ten teledysk:

 

Z miejsca zespół pokochałam - za zabawne brzmienie piosenek, całkiem dobrą melodię i głos, a przede wszystkim: za ideę! Niesamowita sprawa, że już od najmłodszych lat można mieć swoich wspaniałych idoli. Od razu wyobraziłam sobie ich na Przystanku Woodstock – i zachwyconych rodziców, którzy tam przychodzą z dzieciakami.

Właśnie chyba to mnie zaskoczyło – pozytywnie! – najbardziej, gdy na koncert wybrałam się w ubiegłą sobotę. Całe rodziny rwały na ten koncert, z pociechami w różnym wieku. Sposób na leniwe, sobotnie popołudnie? I to jaki! Jeszcze można małego brzdąca dobrą muzyką zarazić.

Sam koncert zaczął się o godzinie zupełnie niekoncertowej, bo o 15:00 (ale patrząc na średnią wieku, cóż…) i cenę miał typowo fińską (za połowę ceny tego biletu byłam dwa lata temu na Apocalyptice w Krakowie, ale czego nie robi się dla poszerzania horyzontów, prawda?). Duży plus stawiam na organizację, choć to może moje zboczenie zawodowe jako menadżera kultury – doskonale dobrana dekoracja, wypełniony czas co do minuty, wspaniały kontakt z publicznością, dobrzy prowadzący, brak opóźnień. Liczy się tylko dobra zabawa.

Supporty, a jakże, były. Dzieciaki uwielbiały skaczące, cukierkowe dziewczyny na scenie; kolorowe misie, kurczaki i pingwiny, które tańczyły razem z nimi; panią Doktor, która była klaunem i wcale nie przerażała. (Gorzej z tymi, którzy mają klaunofobię). Początek też był akcentem miłym, bo swoje zdolności taneczne pokazała młoda grupa – i trzeba przyznać, całkiem nieźle im to wychodziło.

Z czasem atmosfera stawała się coraz gorętsza, na scenę wyszedł Pan Kangur ze swoim zespołem, już z brzmieniem nieco mocniejszym. (W międzyczasie, między nimi a Gwiazdą Wieczoru, wyszedł Pan Kurczak i tańczył „kaczuszki” – doskonale to pokazuje, że dzieci granic nie widzą nawet w muzyce).

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Występ tańczących dzieciaków przed koncertem.

DSC_5987

[Espoo, 10.05.14] Jeden z supportów – na cukierkowo.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] A to festiwalowy doktor – trzeba przyznać, kobiecina miała masę energii.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Mój ulubiony support, tym razem Kangur w wersji rockowej! :)

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Pluszaki w przerwach między występami, które ubarwiały czas dzieciakom…

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] …wielkich fanów zespołu. Tutaj jeden z przedstawicieli w formie maskotki.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Tłumy wyczekujące na swoich idoli, bo już za chwilę, już za moment, na scenie pojawia się…

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] …HEVISAURUUUUUSSS!

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Tutaj zdjęcie trochę przerażające, ale to w końcu zespół metalowy, prawda?

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Pobudzanie wyobraźni u dzieci – ta „gitara” grała, i to całkiem nieźle.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Co niektórzy mieli specjalne słuchawki na uszach, coby dźwięk za bardzo im się w głowę nie wbił.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14] Podczas jednej ze spokojniejszych piosenek – spokojny taniec.

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

Hevisaurus

[Espoo, 10.05.14]

 …brakowało mi koncertów jak cholera, więc gdy Lauri mi zdradził, że w tę sobotę wystąpi TEN zespół, w sumie zbyt długo się zastanawiać nie musiałam. Co prawda dziwnie mi było z dzieciakami wszędzie wokół mnie, ale koncert – mega! Koncert rozpoczął się wspomnianym na początku wpisu „Räyh!”, co tym bardziej wprawiło mnie w koncertowy nastrój (pierwsza piosenka od nich, którą słyszałam!). Dinozaury robiły szoł na scenie niczym prawdziwi rockmani, mało brakowało, a jakieś pogo i pod sceną by się stworzyło. Gdy wokalista „dał głos” fanom, zamiast ciszy spotkał się z chórkiem śpiewaków. Widać, że dzieciaki zespół kochają, otaczają się gadżetami, tańczą i wpatrują się w swoich idoli jak w obrazek. Trochę szkoda, że zespół nie grał żadnych bisów, ale wydaje mi się, że to coś typowo fińskiego (to nie pierwszy raz, gdy byłam na koncercie, który zakończył się bez żadnych dodatkowych utworów na koniec).

No. Najpierw Hevisaurus, potem dzieciaki sięgną po konkretniejsze brzmienia. Po tym wszystkim dochodzę do wniosku, że dzieciaki, które pojawiły się na koncercie, muszą mieć zajebiste, ale to zajebiste muzycznie dzieciństwo – z takimi rodzicami, i taaką muzyką!… :)

Zobacz także:

1 odpowiedź

  1. 10 sierpnia 2014

    […] Na potrzeby „Proliteracji”, czasopisma literackiego, rozmawiałam także z Ciotką Książkulą, czyli Małgorzatą Berwid, matką chrzestną Kulfona i Moniki czy Kota Budzika. Stworzyła fenomenalne warsztaty dla dzieciaków (i nieco starszych), rozdała dziesiątki książek. Rodzice na pewno byli zadowoleni z tego, że i o nich pomyślano w trakcie Woodstocku. Doskonale to pokazuje, że muzyka łączy także pokolenia – od razu przypomina mi się także moje odkrycie fińskiego zespołu Hevisaurus. […]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

WP-SpamFree by Pole Position Marketing